ISO / NIS2

Przegląd zarządzania ISO 9001: najczęstsze błędy, które widzę w audytach

Przegląd zarządzania powinien być najważniejszym spotkaniem roku, a w zbyt wielu firmach kończy się na podpisaniu tabelki z danymi, które pełnomocnik jakości zbiera samodzielnie, wydział po wydziale, bez realnego udziału zarządu. Ta asymetria jest jedną z najczęściej niedocenianych przyczyn, dla których system jakości przestaje cokolwiek znaczyć. W audytach widzę to samo w kółko — i chcę o tym napisać, bo naprawa tego błędu jest tańsza, niż się wydaje.

Zaniedbane dane wejściowe i tabelki zamiast analizy

Kiedy pytam w audycie, jak powstał raport z przeglądu, odpowiedź zwykle brzmi: pełnomocnik zebrał dane z każdego wydziału i przygotował tabele oraz wykresy. Zgodnie z inzynierjakosci.pl to jest częsty błąd — bierze na swoje barki zebranie wszystkich informacji oraz przygotowanie tabel i wykresów. Problem nie polega na tym, że tabele są złe, ale na tym, że nikt z zarządu ich nie analizuje. Danych wejściowych jest więcej, niż jedno spotkanie w roku jest w stanie przetworzyć — i to jest zaniedbanie, o którym pisze też Qualitywise, wskazując zaniedbanie danych wejściowych jako typowy błąd. Audytor nie sprawdza, czy tabele istnieją. Sprawdza, czy ktoś je przeczytał.

Drugi dokładnie ten sam problem to brak planu działań po przeglądzie. Widuję protokoły, w których po stronie wyjść znajdują się ogólniki w rodzaju „kontynuować monitorowanie wskaźników", pozbawione właściciela i terminu. Wymaganie 9.3 ISO 9001 mówi o wyjściach z przeglądu, a nie o notatce ze spotkania — i to jest różnica, którą audytor wyłapuje natychmiast. Zgodnie z WISO, systematyczna ocena skuteczności systemu powinna być przeprowadzana przez najwyższe kierownictwo — nie przez osobę, która ma najwięcej wolnego czasu w piątkowe popołudnie. Kiedy tak się dzieje, wyjścia z przeglądu przestają być wyjściami i stają się ozdobnikiem dokumentacji.

Kto prowadzi przegląd i co realnie z niego wynika

ISO 9001 w punkcie 9.3 nie narzuca jednej metodyki — i to jest źródłem większości nieporozumień. Jedne organizacje robią przegląd jako jedno duże spotkanie raz w roku, inne rozbijają go na kwartalne spotkania tematyczne. Ta druga forma zwykle działa lepiej, bo pozwala trzymać w ręku mniejszy zestaw danych naraz i faktycznie o nich rozmawiać, zamiast przeklikiwać kolejny slajd przed końcem spotkania. Zgodnie z materiałem z kanału Poniedziałki z ISO, norma właściwie nie określa metodyki ani jasnego procesu, jak go przeprowadzić. To nie jest luka — to jest zaproszenie do tego, żeby samemu zdecydować, jak to zrobić sensownie.

Drugi element to pytanie o obecność. Kiedy na przeglądzie nie ma nikogo, kto podejmuje decyzje o zasobach, to przegląd nigdy nie zmieni priorytetów. Można mieć najładniejszy zestaw wskaźników i najlepsze wykresy, ale jeśli dyskusja kończy się na poziomie działu jakości, a nie zarządu, to żadna z kluczowych decyzji — o inwestycji, o zmianie procesu, o zatrudnieniu — nie zapadnie. To jest ten moment, w którym audytor widzi, czy system żyje, czy tylko spełnia wymagania na papierze, i właśnie dlatego warto zadbać o obecność osób decyzyjnych, a nie tylko o kompletność dokumentacji.

Przykład z praktyki

Wyobraźmy sobie zakład produkujący komponenty dla dostawcy motoryzacyjnego, który przygotowuje się do audytu IATF. Pełnomocnik jakości spędza tydzień na zbieraniu KPI z ośmiu wydziałów, buduje arkusz z dwudziestoma kolumnami i wysyła go do zarządu trzy dni przed spotkaniem. Na spotkaniu zarząd spędza pierwsze piętnaście minut na próbie zrozumienia, co oznaczają poszczególne kolumny, a ostatnie dziesięć na ustaleniu, kto ma przygotować kolejny przegląd — bo ustalili, że poprzedni był „za długi".

W protokole lądują wskaźniki, ale nikt nie zadaje pytania, dlaczego wskaźnik reklamacji w jednym obszarze rośnie trzeci kwartał z rzędu. Audytor, czytając protokół, zadaje dokładnie to pytanie. Wtedy okazuje się, że nie ma ani analizy przyczyny, ani planu działań, ani właściciela tematu — i to nie jest niezgodność z braku danych, tylko z braku myślenia. Dane były. Nie było decyzji.

Co z tego wynika

Przegląd zarządzania nie jest spotkaniem o danych — jest spotkaniem o decyzjach na podstawie danych. Jeśli po przeglądzie nie potrafisz wskazać dwóch lub trzech rzeczy, które zmieniasz w systemie, i osób za nie odpowiedzialnych, to przegląd się nie odbył w rozumieniu normy, niezależnie od tego, ile stron liczy protokół. Zacząłbym od zmniejszenia liczby danych wejściowych do takiej, która da się omówić, i od zaproszenia na spotkanie kogoś, kto ma prawo zatwierdzić zmianę. Reszta to już tylko dokumentacja.

Wróć do dziennika

Ta strona zapisuje lokalnie tylko wybór języka. Żadnych cookies śledzących ani reklamowych. Polityka prywatności.